TO robił Bartłomiej M. w pracy?! „Masaż STÓP, krzyki i rozkaz KŁANIANIA”

Czekolada – prawie największa słabość faworyta Antoniego Macierewicza. Bartłomiej M. pożerał ją kilogramami – opowiadają jego współpracownicy. Ale to najmniejszy problem. M. kochał władzę. Ubóstwiał wydawanie rozkazów, poniżanie a nawet miał kazać wykonywać uwłaczające godności człowieka rzeczy swoim podwładnym. 

Bartłomiej M.  uwielbiał luksus, nadmiernie korzystał z przywilejów władzy. Służbowa karta, limuzyna BMW serii 7, pałacyk – „czuł się jak książę” – mówi nasz informator.

Rzecznik MON zachowaniem przypominał aspirował do funkcji prezydenta. Tak mówią jego współpracownicy.

Tygodnik „Sieci” opisał sprawę. Rozmówcy – kadra oficerska – opisują Bartłomieja M. jako „zdemoralizowanego, łasego na komplementy, lubiącego opływać w luksusy”. Najlepiej czuł się w pałacyku na Klonowej, gdzie „panuje atmosfera dworska”. Są tam kominki, grube dywany, cenne obrazy oraz… kamerdynerzy serwujący jedzenie i napoje. Młodzieniec czuł się tam prawie, jak książę.

Rozmówca „Sieci” stwierdził, że Bartłomiej M. zachowywał się jak” sekretarz PZPR”. – Rozparty wygodnie w swoim fotelu. Pod jego gabinetem ustawiały się kolejki interesantów, a on łaskawie decydował, kiedy i kogo przyjmie. To było żenujące, gdy wysocy szarżą wojskowi, nawet generałowie, czekali na audiencję po kilka godzin. A gdy już się dostali do środka, to zdarzało się, że musieli jeszcze poczekać aż pan rzecznik zje – mówi tygodnikowi jeden z rozmówców..

Pewnego dnia rozbolał go ząb. Wściekał się i wykrzykiwał, że jeśli będzie go dłużej boleć, to kogoś wyp… z roboty. Do szpitala wojskowego pojechało z nim trzech pułkowników – mówi informator gazety.

Z kolei nasz informator dodaje wiele pikantnych szczegółów rzekomych zachowań M.

”Bartłomiej M. zakochał się w władzy. Urzędując w pałacyku faktycznie aspirował do bycia księciem. Był nawet nieformalny nakaz kłaniania się się mu niezależnie od stopnia wojskowego. Nawet generałowie to robili. Bali się tego młodego chłopaka.

„Raz zasłyszałem historię jak M. bolała głowa. Najpierw standardowo pokrzyczał. Na wejściu kazał kobietom pracującym na Klonowej rozebrać się z płaszcza i go odwiesić. W gabinecie z racji spóźnienia przyniesienia kawy miał już podpisywać wypowiedzenie dla sekretarki. Najlepsze to jednak to, że wracając z pracy, tak słyszałem z plotek, kazał swojej podwładnej masować stopy w limuzynie – oczywiście w BMW serii 7 w wersji LI. Bardzo drogi samochód. Nawet niektórzy ministrowie nie dysponują tym pojazdem.” – mówi nasz informator. Jednak to tylko plotka bez realnych potwierdzeń.

”Za M. było bardzo niespokojnie i upokarzająco. Lubił się wywyższać – może z kompleksu. Bez Macierewicza nic by nie znaczył i dalej podawał leki w aptece. A tak masaż stóp, kawa i czekolada niesiona na wyznaczoną godzinę z minutami. Raz dostał swoje pół kilo czekolady ze Szwajcarii 3 minuty później niż planował. Krzyki słuchać było na ulicy. Plotka głosi, że po tym podobno kazał sekretarce robić przysiady. Ale może to być podkoloryzowane. Wiadomo. Plotki.”

Bartlomiej M. w opinii Tadeusza Rydzyka uchodzi za „przykładnego młodzieńca” i faktycznie na uczelni w Toruniu nikt nie zauważył żadnych „wywyższających” się zachowań. Trudno uwierzyć w plotki rozsiewane w środowisku MON.

Komentarze